thenrj blog

THENRJ wypierdala stąd. Fuck the new blog.pl!

po pierwsze – jeśli pożyczysz komuś 50 złotych i nigdy więcej go nie zobaczysz, to najprawdopodobniej była to mądra inwestycja.
po drugie – jeśli obawiasz się, że nikt nie dba o to, czy jeszcze żyjesz, przestań płacić rachunki za prąd.
po trzecie – każdy wydaje się normalny przed bliższym poznaniem.
po czwarte – mówi się, że nie można żyć bez miłości. Osobiście uważam, że ważniejszy jest tlen.
po piate – wlaczenie kierunkowskazu ujawnia wszystkim twoj zamiar wykonania manewru. Prawdziwy kierowca nigdy tego nie zdradza.
po szoste – znacie to spojrzenie, które rzuca wam kobieta, kiedy ma ochotę na seks?
…Ja też nie.
po siodme – tu jest jak w niebie – brakuje wielu z tych, których się spodziewaliśmy.
po osme – wierność psa zależy niekiedy od wytrzymałości smyczy.
po dziewiate – geje robią dla swojego wyglądu zewnętrznego to, za co handlarz używanymi autami poszedłby do więzienia.
po dziesiate – każdy tuman, który nie umie dodawać, twierdzi, że jest humanistą.
po jedenaste – mylić się jest rzeczą ludzką, ale żeby naprawde coś spaprać – na to potrzeba komputera.
po dwunaste – bywają chwile, kiedy nie można słuchać głosu rozsądku.
po trzynaste – jeśli obudziłeś się rano i nie musisz wstawać – znaczy, że spałeś na stojąco.
po czternaste – jeśli wódka wchodzi ciężko i bez chęci – znaczy, że będzie wracać.
po pietnaste – prawdziwy facet to taki gość, przy którym nie zadajesz sobie pytania: czy nie za szybko mu się oddałem?
po szestnaste – jeśli dostajesz do łóżka kawę, to znaczy, że to nie twoje łóżko.
po siedemnaste – gdyby kazdy z nas otrzymal szanse oddania jednego
strzalu w kierunku osoby, ktorej nienawidzimy, to jak myslisz –
przezylbys?

Miszcz Pracy

1 komentarz

Czy mozna codziennie od poniedzialku do niedzieli wstawac o szostej i pracowac do wieczora, uprawiac regularnie sport, w weekendy ksztalcic sie na uniwersytetach zdobywajac dodatkowe tytuly i jeszcze znajdowac czas na uczenie weekendami innych, a w domu byc patologicznym opierdalaczem, leniem cuchnacym, wrecz padliną leniwca, nierobem wcielonym i cwaniakiem, unikajacym jakiejkolwiek czynnosci poza taką, ktora sprawia osobistą przyjemność i korzyść?

Można.
Zapraszam do siebie. Mam tu taki okaz.
Proszę się pospieszyć, zanim zajebie z wyjątkowym okrucienstwem.

Czasem bywam smutny i pogrążoy w refleksji. I tu nie ma się z czego śmiać. Kurwa.

Tak cholernie mi smutno i żle, że w tak kurewski sposób potraktowano Matiego. Nie zasł¨żył chłop. Nichuja nie zasłużył.
I tak zajebiście mi zaimponował klasą, jaką pokazał.
Nie chce mi się pisać o szczegółach, bo chuj to kogo w zasadzie obchodzi. anywaī.
Zajebiście było razem pracować razem przez te 5, 6 lat, a przez ostatnie 2 lata tworzyć coś ramię w ramię. 
Respect Ojciec!!

Ale pierdolić to. dobrze, że żyjesz :P
„Za nas i chuj z nimi ! ” – cytując Mgr Cyprys :) 

http://www.youtube.com/watch?v=3PWmOmoIjgU

Łozjeusie matkozojcem!. Czeek to jednak gupi jez. Zeby tak się złajdaczyć! Żeby tak schamieć i zeszmacić się doszczętnie.
(no nie, doszczętnie to bez przesady, bo przecież osobiście i pół świadomie wróciłem do domu Taxi – nawet pamietam, ze 19644, fiat to był chyba, kombi i miał wyświetlacze wściekle czerwone czy jakieś tam bursztynowe. Pamiętam nawet, że zapłaciłem – chyba – ..nie pamietam…)

Więc z tym doszczętnym zeszmaceniem się nie przesadzajmy. Aczkolwiek była chyba 7 rano, a może 6. Nie pamiętam. Ale jasno się robiło i co najgorsze kurwa mać – był śnieg. Normalnie 26 marca w urodziny mojego najlepszego przyjaciela (co nie oznacza, że te urodziny świętowaliśmy) był kurwa śnieg! Dacie wiare? Ale nieważne.

Powód był zacny. W zasadie były dwa powody.  Mojemu przyjacielowi zamknęli robotę (ale nie temu, co ma urodziny dzisiaj, tylko innemu), więc musiał zalać robala, a ja miałem powód jak w notce poniżej, Więc obaj mieliśmy świetne powody żeby zalać robala, zaś całą reszta balowała niejako na nasz koszt , w sensie, że koszt emocjonalno-powodowy (co ja pierdole? ). Ale nieważne.

Skutek tego piątkowego jebca był/jest taki, że:
a – musiałem wstać na tyle wcześnie, żeby o 13.30 być z psem u wysokiej klasy profesora na wizycie, oczekiwanej od pół wieku
b – gdy wstałem świat mi zawirował (dosłównie) i miałem hologramy przed oczami
c – musiałem tam jakoś dojechać, choć rozważałem wagary i zapomnienie o wizycie w imie odpowiedzialności za życie psa, swoje i innych napotkanych pod drodze. No i oczywiscie za furę.
d – w końcu tam dojechałem jakieś 40 km/h. Chyba strasznie na mnie trąbili, ale nie za bardzo kumałem co się wokół mnie dzieje.  Transport miejski lub prywaciarski w postaci 19644 odpadał, no bo bydle jako pasażer, rozumiecie.

Nie żebym był najebany w sztok, bo bez kurwa przesady! Ale brak praktyki sprawia, że parę tam różnych szybkich i ja fruwam oaz lecę. Więc w zasadzie we krwii mialem w poludnie  jakieś 0,0000004 pro, ale ogolny szok organizmu spowodowany obecnością obcej substancji był duży. Bo ostatnio to ja piłęm może piwo i to z pół butelki dla kurażu, wieczorem przed telewizorem. A wódki w sokiem to niekoniecznie i ostatni raz to może z rok temu umoczyłem usta.

Jezu, ale o co chodzi, ja nic nie rozumiem, chyba pojde spac. 

Japan

1 komentarz

Spróbuję zobrazować jakoś mijający tydzień (porównując zycie do lotu Tupolewem na lotnisko Siewiernyj
W poniedziałek przyszły prognozy o złej pogodzie.
We wtorek zaświeciła się kontrolka „terrain ahead”.
W środę zahaczylismy o teleskopową sosnę
W czwartek straciliśmy skrzydło i głownego pilota. 

Jeszcze jakoś lecimy, ale mam rękę na dźwigni ” katapulta. ( i chuj, że w TU 154 nie ma kaptapulty. w moim jest!)

Powyższy opis dotyczy „faktów autentycznych”  związanym z zyciem, nazwijmy je umownie, zawodowym.
W generalnej guberni, czyli najwyższym dowództwie usłyszałem słówa, które usłyszeć może tylko ktoś, komu pozostało parę miesięcy życia. Jedyne więc co zostaje to spędzić ostatnie chwile życia z przekonaniem, że ziemia jako miejsce zycia śmiertelników jest beee, a zycie po zyciu to jest dopiero (cytując Onyxa) jeden, wielki bal u ambasadora.
I tak niech pozostanie.
Amen.

Aktualnie mam wyjebne na rzeczywisosc i troche jestem, jakby, wkurwiony, ze Elka okazała się naprawdę mieć jaja i nie sika w kucki.
Elka juz nigdy nie bedzie Elką i choćby nie wiem jak Pałka pisał Elki nie odbuduje.

Posadziła mnie w domu angina czy inne skurwysyństwo. Uznałem za stosowne zostać w domu wczoraj (a był to piątek) i nie odgrywać roli dyrektora za biurkiem. Udało się tylko połówicznie ino, bo telefon napierdalał jak wściekły. Dzwonili z roboty, jakby im za to płacili, a im bardziej nie odbierałem tym bardziej dzwonili. Żesz kurwa, samodzielności w nich co w wózku widłowym. Z każdą pierdołą , z każdą najmniejszą decyzją, z każdym najmniej nieistotnym pytaniem…
A CO MNIE TO KURWA WSZYSTKO OBCHODZI ?  WALCIE SIE NA RYJ CHOC PRZEZ TEN JEDEN DZIEN, USZANJUCIE MOJE CHOROWANIE I SIE SERDECZNIE ODE MNIE WSZYSCY ODPIERDOLCIE. 

A w ramach chorowania i odgrywania obłóżnie chorego z temperaturą 38 i trochę musiałem zwlec dupę z wyra gdzieś kole 22.30 i udać się z szacowną Suką na siku i kawałęk kupy, bo wielemożny Pan M. powróciwszy z podróży służbowej zdążył się raz dwa w trymigi rozebrać do rosołu i uznać, że już na siku nie pojdzie, i że może jednak ja się udam. Leniwa, samolubna świnia.

Powróciwszy z szybiego siurania wskoczyłem do łóżka, ograniczając się do obmycia zębów i postanowiłęm przemęczyć parę kartek domosławskiego o tym pojebanym Kapuścińskim (świeć Panie nad jego duszą), do którego nigdy jakoś sympatią nie pałałem (do Kapusty znaczy się, choć i Domosławski jakiś taki bucowaty jest)  Zaste – męczarnia to była, męczę tę książkę od 2miesę^cy i jestem dopiero w połowie.
W zasadzie możnaby na tej podstawie policzyć ile mnie  więcej razy robiłem kupę przez osatnie 2 miesiące. Zakładając, że człowiek zdrowy (a za takiego się uważam) sra średnio 2 razy dziennie, a ja przeczytałem 300 stron……. (no minus jakieś 100 w łóżku)……

Anyway. Nudnawa to jest pozycja, ale wypada mi ją przeczytać ze względów rożnych o ktorych tutaj akurat szanownej gawiedzi pisać nie zamierzam.

Kolejny raz w historii tego bloga postanowiłem wrocic do pisania, nie ukrywam, ze popchela mnie do tego delikatna zazdrosc zwiazana z przyznaniem nagrod Blog Roku 2010. Moze kiedys uda mi się zdobyć jakis Blog Roku.  Ale dojscie do formy z lat 2005-2007 zabierze mi chyba spoooooro czasu.

Poki co usmazylem se boczniaki na lunch i oprocz tego, ze smierci smazalnią na całej hawirze to nie moge przestać się zastanawiać skąd oni tam, w tej grzybiarni wiedzą, że akurat ten jeden grzyb w mojej paczce nie jest muchomorem jakimś tam?
E?

EPISODE 24

Brak komentarzy

Previously on thenrj


NRJ odkrywa romans M. i popada w zalamanie.
M. tłumaczy się na milion idiotycznych sposobow, ale jest szansa, że małżeństwo zostanie uratowane.
W kolejnych tygodniach NRJ ma wahania nastrojów, popadając z euforii w dolinę i tak w kółko.
Sprawy jednak przybierają inny obrot, kiedy NRJ odkrywa, iż M. sporadycznie, ale jednak kontaktuje się z Tamtym maiowo, a raz doszło do spotkania.
Po serii anonimowych sms’ow i maili dochodzi do bezporedniego kontaktu NRJ z Tamtym. Kontakt inicjuje Tamten.
Wszystko się uspokaja i romans M. zaczyna przysychać, choć nie pozostaje bez wpływu na bezpośrednie relacje małżeńskie.
W międzyczasie NRJ kupuje mieszkanie w bardzo bezpośrednim sąsiedztwie M.  Plany na przyszłość niepokoją przyjaciól NRJ, ale decyzja o zrobieniu dziury w suficie/podłodze zostaje podjęta. 
Malżeństwo NRJ i M. toczy się bez więŻszych problemów. W czasie firmowej uroczystości NRJ pojednuje się z dawnym Przyjacielem, ktory zerwał znajomość po tym, jak odkrył, że NRJ łączyło coś z J. 
W listopadzie NRJ i M. wyjeżdżają na wakacje do egzotycznego kraju, gdzie na plaży NRJ ma wreszcie okazję zaprezentować swą budowaną od miesięcy muskulaturę. Powrot do kraju obfituje w niespodziewane wydarzenia……
__________________________________________________________________
Opalanie się jest bardzo ciężką pracą – powiedział w pierwszym dniu po urlopie w pracy NRJ.  - To nie jest tak że mozesz wychodzisz na slonce i masz. To wymaga ciężkiej roboty – dodał. Musisz się odpowiednio ułożyć, raz tak, raz siak, raz owak, pilnoważ poziomu smarowidła na ciele. To nie jest prosta robota – skwitował z miną kota nad miską z mlekiem.
Otoczenie z zazdrością patrzyło na piękny, brązowy kolor jego skóry, ale zawiść rekompensowało sobie satysfakcją z tego, co pojawiło się na jego twarzy.
Po kilkunastu godzinach spędzonych w erkrafcie twarz NRJ został obsypana czymś, co na zachodzie kraju nazywane jest febrą, a wszędzie indziej opryszczką. Widok w każdym razie nie był estetyczny.
W dniu wyborow samorządowych jakaś podstarzala krowa w komisji wyborczej odważyła się powiedzieć do niego:
- Przepraszam, Pan tu jest brudny…Czy to maść? 
Zdumiony odparł:
- Maść kobieto. Maść. Jest pani nietaktowna. 
Obrócił się na pięcie i wyszedł. Z tego wszystkiego postanowił oddać swój głos na partię Krasnali i Gamoni. 
 
Życie toczy się dalej, choć w nieco zmieninym składzie. People come people go. Bez zmian pozostaje Osobisty Trener, ktory kocha pieniądze i blichtr, na który go nie stać, uwielbia plotkować i pół Warszawy poinformował już kto, gdzie jest na wakacjach i jakie panują tam warunki oraz obgadać wszystkich, znajdującyh się w zasięgu jego wzroku.  Nie pominął oczywiście niusa  na temat opryszczki posiadanej przez NRJ. OT wydaje się być nieswiadomym gejem, który pozostaje w związku z cycatą Lalą, pozującą do piktoriali, ale ewidentnie każdy temat zmierza do gejostwa. A’propos cycatej lali. Na jednym z treningow Odzyskany Przyjaciel strzela do OT tekstem;  Czy Ty masz swiadomosc, ilu facetow bedzie teraz walić konia patrząc na zdjecie Twojej dziewczyny? 
Ten kastrujący tekst na jakiś czas zamyka usta głupawemu chłopcu. 
Po jednej z rozmów telefonicznych, odbytych na szczytowym poziomie parkingu okolicznego Centrum Handlowego NRJ kolejny raz  zrozumiał, że świat może się przewrócić do góry nogami w jednej chwili. Nawet na treningu jogi. 
Biedny O. – pomyślał. Uruchomił silnik i powoli zacząl staczać się na poziom Motyla.
TO BE CONTINUED …
I oto stanąłem przed iście szekspirowskim dylematem: być czy nie być? 
Dwa razy było już blisko nie być. 
Jeszcze trochę i cierpliwość mi się skończy tak, jak do zera spadło zaufanie. 
Jedyne, co rośnie odwrotnie proporcjonalnie do tych zmiennych spadkowych to tak zwana love. 
Ale co z tego, skoro Mr. M. jest tak kurwa beznadziejnie obojętny na otaczający go świat, że można sobie z gumy od gaci strzelic.
Jedyne na co – jak sądze – wciąż nie pozostaje obojętny to wdzięki swojego byłego ( bylego???) kochanka. 
Powiedzmy tak: jeśli „boki” robi się dlatego, że szuka się tego, czego brakuje w związku to ja mam już święte prawo skoczyć w bok, żeby mieć to, czego on z siebie nie potrafi dać.  Na zasadzie lustra.
I jak Boga kocham! Za chwilę to się wydarzy! 
Byliśmy w piątek na premierze BIAŁEJ BLUZKI w Ochu. Genialne!  
Janda najwyrażniej świetnie się czuje w monodramach, Choć ten monodram był inny, niż premiera sprzed 20 lat. Wtedy nie było tylu możliwości wykorzystania technik audiowizualnych.  Obaj z M. po cichu zastanawialiśmy się, kto, jeśli nie Janda mógłby zagrać Elżbieto-Krystynę? 
M. mówi, że wg niego Stenka i zgadzam się z nim w 100%. 

zawał

1 komentarz
Weekend w Berlinie ustabilizował sytuację. Wreszcie była choć chwila na powiedzenie tego co nie wypowiedziane. 
Wreszcie przespałem całą noc, w głowie nie grały od rana grożne marsze i nie wirowały obrazy. 
I w niedzielę poszliśmy na koncert Chylińskiej. Razem. 
I stoimy sobie w hallu przed koncertem, rozmawiamy o czymś i nagle 
TRAAAAAACH!!!!!
Podchodzi koleś i uśmiechnięty mówi do M. „Dzień dobry panu”
I od pierwszej sekundy wiedziałem co tu jest grane! M. zmieszany mówi” „Poznajcie się”.
I padło to imię, Musiałem uściśnąć mu dłoń. Musiałem mieć minę jakbym miał się zaraz sfajdać w majty. 
Ja pierdole! Jak napisał mi chwilę póżniej mój Przyjaciel:” Miał być koncert, jest przedstawienie dramatyczne. 
Tak oto, w ciągu sekundy cała stabilizacja budowana przez 10 dni runęla w gruzy, zawaliła się jak domek z kart.
Pewność siebie i pewność czegokolwiek traci się w sekundę. 
I już nie wiem co mam zrobić, bo jak się nie obrócisz dupa zawsze z tyłu. 
Potrzeba mi teraz ciągłych zapewnień ze strony M. 
Ciągłego utrzymywania w poczuciu bezpieczeństwa, jednego słowa dziennie, które będzie oddzielać mnie od korby. 
Byłoby fantastycznie, gdyby M. zdał sobie sprawę, jaką mam wojnę pod czaszką. Niemcy, kurwa! Wirująca hekatomba! 
Zwariuję! Ten pierdolony persen to cukiereczki. Nie pomagają……
Ja pierdolę, mam dość!!!!!!!!!!!!!!!

Panta Rei. 
Wszystko płynie normalnie, swoim biegiem. Kolejny dzien po prawie bezsennej nocy. Przespanej byle jak. Prawie w ogóle. 
Ta cholerna niepewność. 
Potrzeba rozmowy. Uspokojenia. Pewności. 
Chłód. 

Z jednej strony odkrywam coś niesamowitego, na co bylem zamknięty przez tyle czasu. Chemia. Przyciąganie. 
Z drugiej brak poczucia bezpieczeństwa. Ciepła. 
Ja pierdole. W tym wieku być jak Antygona. Wstyd trochę. 

Wczoraj nagle, w łóżku trysnęla mi krew z nosa. Napięcie sięgnęlo zenitu. Jajo z kolcem. 
Pięć dni napięcia i stresu, ciśnienia na najwyższych obrotach. Organizm nie wytrzymał. 
Coś muszę z tym zrobić, zanim sam się zniszczę tym, co dzieję się w środku. 
Sam muszę zrobić. Nikt mi w tym nie pomoże. 
Choć może wystarczyłoby kilka kroków i parę zdań. 
Heavens help me!

LISTEN:    You & I


  • RSS